czwartek, 24 listopada 2005
Rozmowa na poziomie

- Mara ?

- No ?

- A Ty lubisz na przykład...owcę ?

Mara patrzy ze zdziwieniem na koleżankę

- No w sumie...no tak.

Długa chwila ciszy

- Madzia...?

- Co...?

- A lubisz na przykład...krowę ?

- Pewnie. Wiesz, krowa mleko daje i wogóle...

- No właśnie...pij mleko.

- Będziesz wielka.

- Wielki.

- No dobra.

Kolejna dłuższa chwila ciszy

- Madzia ?

- No ?

- A Ty lubisz na przykład...bociana ?

- No w sumie...lubię.

- No bo bocian to w sumie te...no dzieci przynosi, nie ?

- No tak, ale też nie tylko...

- No, bo jeszcze coś tam w tej...

- W kapuście...

- No dokładnie. No to widzisz, dwa sposoby mamy.

- Na co ?

- No na dzieci przecież.

12:11, unimaginable , Zasłyszane
Link Komentarze (3) »
wtorek, 01 listopada 2005
Spowiednik z prawdziwego zdarzenia.

Dwa dni temu, niedziela. Idę do Kościoła, znów z niezbyt dużą ochotą. Dlaczego ? Do spowiedzi. Gdy sobie pomyślę, że znów mam słuchać tych nudnych kazań, z których nic nie wynika, to trochę słabo mi się robi. Ale cóż. Wolę być rozgrzeszona, aby przyjąć Ciało Boże.

Klęczę w konfesjonale, słyszę nieznany mi głos mówiący "na wieki wieków . Amen". Mówię swoje grzechy, a po ich wyliczeniu zaczyna się. Najpiękniejsze.

Ten ksiądz mówił tak przekonująco, potrafił do mnie dotrzeć, powoli tłumaczył dlaczego to zrobiłam, dlaczego coś takiego ma każdy człowiek. Czułam, że ta spowiedź to naprawdę dialog. Zrobił w swoim tłumaczeniu małą przerwę, a ja to wykorzystałam i zadałam pytanie. Ręce mi się pociły, ale się odważyłam. Odpowiedział mi, ze zrozumieniem słuchał. Jeszcze chyba dwa czy trzy razy coś wtrąciłam. Spytałam. Stwierdziłam. Postawiłam tezę. On był mi w stanie wszystko wyjaśnić. Kiedy udzielał mi rozgrzeszenia, na jego kolanach spostrzegłam Pismo Święte.

Ksiądz z prawdziwego zdarzenia.

Do końca mszy nie mogłam się otrząsnąc z tego. To było coś niesamowitego. Po raz pierwszy czułam się rozgrzeszona, wolna. Po raz pierwszy nawiązałam dialog ze spowiednikiem. Z Bogiem.

Siedząc w ławce i słuchając sepleniącego księdza, spojrzałam na dłonie. Były całe mokre. Ze strachu ? Z zachwytu ? Nie wiem. Nie żałuję. I pomyślałam, że o ile to będzie możliwe, tylko u tego księdza się będę spowiadać.

Ksiądz z prawdziwego zdarzenia. "Mój" ksiądz. Amen.

piątek, 28 października 2005
Orędzie do mężczyzn

My chcemy być komplementowane. Kochane. Pragniemy wielu wyrazów miłości do nas. My, kobiety.

Nie myślcie chłopy, że jeśli raz na tydzień powiecie że ładnie wyglądamy, to będziemy szczęśliwe. Ten zabieg trzeba powtarzać - tak jak podlewanie kwiatów. Bo w końcu Wam uschniemy. A raczej nie my, tylko nasza miłość.

Potrzebujemy chwalenia, delikatnego kokietowania, nawet jeśli formalnie jesteśmy ze sobą. Chcemy czułych słówek i zapewnień o Waszej miłości. To ostatnie - nie za często, bo przestaje to być wiarygodne.

Pragniemy być przytulane codziennie, całowane co drugi dzień. Żeby pocałunki nie traciły swojego mistycyzmu i niezwykłości. Jak to powiedział pan Pacek -"Pragnienia mają tylko początek, nie mają zaś końca. Nie mogą się więc spełniać w całości."

Pokażcie nam, że kochacie. I róbcie to często. Ale z wyczuciem. Nie może się przejeść. Za każdym razem pochodchodźcie do tego w odrębny sposób, wczujcie się w swoje słowa i czyny.

Dziękuję za uwagę.

wtorek, 25 października 2005
O blondynkach idiotkach

Naprawdę porusza mnie głupota i kretynizm 14-letnich osobników, jakich w moim otoczeniu jest mnóstwo. Jak można nie znać takich pojęć jak np. narcyzm ? Jak można mylić Raczki Elbląskie, z Krzaczkami Elbląskim ?

Okazuje się, że można.

Żeby było śmieszniej, wszystko potwierdza regułę, że blondynki to idiotki. Są małe wyjątki, ale zdecydowana większość, a nawet całe stado tych żółtowłosych dzieweczek, to masa pozbawiona czegoś takiego jak umysł.

Dlaczego ? Dlaczego świat otaczają takie typki ? Czy one naprawdę nie mają wikęszych ambicji, niż zarwać chłopaka, i nie wyjść kreską za powiekę ? Ich problemy mnie dogłęnie poruszają, a raczej dobijają.

Ich świat rozpoczyna się na chłopakach (też zresztą kretynach) a kończy na nauce. Podam teraz dwa skrajne przypadki, które doskonale ilustrują i potwierdzają moją tezę, którą czytaliście wyżej.

1) Blondi, w dodatku rok młodsza, niska i grubsza. Lata za facetem swoich marzeń (który jest uosobieniem głupoty najczystszej) robiąc mu chamskie numery. Wymyśla kretyńskie przezwiska (związane np. ze zwierzętami), kiedy widzi go na szkolnym korytarzu śmieje się w głos, każdą rzecz kojarzy sobie z nim, lub z jego kolegami. Wiecznie chodzi z jedną przyjaciółką, razem "szpanują" pijąc kawę i paląc papierosy. Za każdym razem spóźniają się ok. 10 minut na lekcję, bo to jest podobno trendy. Blondi lubi muzykę w stylu Avril Lavigne, ostatnio mówi o sobie "punkówa", na dyskotekach tańczy zawsze przy swoim facecie marzeń, który ją totalnie zlewa. Dziewczynka lubi naśmiewać się ogólnie z innych, i uważać ich za gówno, gdy tymczasem sytuacja jest odwrotna. Ma w planie wykorzystanie znajomości ze 'starszymi' do własnych celów, zbliżenia się do faceta marzeń. Dno.

2) Blondi, wysoka jak brzoza, głupia jak koza. Niekształtna i brzydka. Zależy jej tylko na nauce, nie ma dla niej większej porażki, niż 4 (już nawet nie mówmy tu o 3!) ze sprawdzianu czy odpowiedzi. Na przerwach chodzi zaczytana w strukturę biologiczną ameby, tudzież wkuwając skąplikowane wzory matematyczne. Lubi czuć się lepsza, szydzi z gorzej się uczących. Poczucie humoru, ogranicza się do skojarzenia sobie czegoś z geografią lub fizyką. Prawie na każdej lekcji siedzi w pierwszej ławce, podtrzymuje ręką twarz, pilnie notuje tzw. "ciekawostki" (np. że, jednym ze zjawisk świadczącym pośrednio o tym, że cząsteczki cieczy znajdują się w ciągłym ruchu jest zjawisko zaobserwowane w 1827r. przez angielskiego uczonego R.Browna) i wodzi lekko nieprzytomnym wzrokiem za nauczycielem.

Jej pseudo wiedza, nie przekłada sie w żaden sposób na inteligencję, bystrość czy elokwencję. Po przyjściu ze szkoły, natychmiast siada do biurka i zaczyna rytualne wkuwanie informacji zanotowanych w zeszycie i zapisanych w książce.

Dziewczynka ta, ma bardzo płytkie zainteresowania. Lubi czytać "Bravo" i "Filipinkę". Kiedy posiada takowe czasopismo w swoich rękach, szybko wertuje kartki na dział "seks" lub "współżycie", uwielbia czytać o orgaźmie. Ciekawe.

3) Musi być też przykład o którym nie wspomniałam. Totalna głupota i dziecinność. Blondynka, forsiasta, podciera sobie dupę setkami, a dokładniej naszym Królem Jagiellonem. Nie ma przyjaciół, ale zawsze ich zdobywa mówiąc "pójdziesz ze mną do sklepiku to Ci coś kupię". Jej bronią jest płacz, zawsze to robi kiedy nie umie wdać się w słowną potyczkę. Chwali się swoim psem, który podobno zdobył jakieś miejsce na zawodach psów rasowych. Często kłamie, sama przestaje oddzielać kłamstwo od prawdy. Lubi różowy kolor, Diddla, mówi tak cicho, że sama chyba siebie nie słyszy. Opowiada nieziemsko śmieszne kawały na zasadzie "Przychodzi Jaś do mamy, i chce banana, a mama mówi że nie ma banana". Koniec kawału. Często szpanuje ciuchami, które skądinąd mnie się wogóle nie podobają. Śpiewa w chórze dla pierwszego stopnia, co jest dla niej chlubą, często traci swój głos kompletnie. Na zajęciach muzycznych kiedy ma zaśpiewać jakąś odległość między dźwiękami, krzywi się niemiłosiernie, łapie za szyję i udaje zanik strun głosowych.

Powiedzcie, czy tak można żyć ? Wszystkie osoby o których tutaj piszę, są autentyczne i to nie wbrew pozorom moje urojone bohaterki z najczarniejszego koszmaru lecz rzeczywistość. Ech.

15:15, unimaginable , O innych
Link Komentarze (8) »
niedziela, 23 października 2005
Mniejsze zło

Dzisiaj będziemy mieli nowego prezydenta. Z dwojga złego wybieram...ale czy można wybierać mniejsze zło ?

Sumienie podpowiada - nie. Rzeczywistość mówi - tak.